Wielka Brytania

Marsz Tommy’ego Robinsona w Londynie. Starmer ostrzega: „to walka o duszę kraju”

today16 maja, 2026 9

Tło
share close

Londyn przygotowuje się dziś na jeden z najbardziej napiętych dni pod względem bezpieczeństwa od lat.

W centrum brytyjskiej stolicy ma przejść marsz Unite the Kingdom, kojarzony z Tommy’m Robinsonem, czyli Stephenem Yaxleyem-Lennonem. Równolegle zaplanowano propalestyński marsz Nakba 78 / United Against Tommy Robinson and the Far Right, a na Wembley odbywa się finał FA Cup. Policja Metropolitalna zapowiada wyjątkowo dużą operację: około 4 tys. funkcjonariuszy, wzmocnione uprawnienia, drony, śmigłowce, psy policyjne, oddziały konne, pojazdy opancerzone i technologię rozpoznawania twarzy.

Czym jest marsz Unite the Kingdom?

Marsz Unite the Kingdom ma przejść przez centrum Londynu trasą obejmującą m.in. Kingsway, Aldwych, Strand, Trafalgar Square, Whitehall i Parliament Square. Według Metropolitan Police wydarzenie odbywa się pod nazwiskiem Stephena Yaxleya-Lennona, znanego szerzej jako Tommy Robinson. Policja podkreśla, że wśród uczestników poprzednich podobnych demonstracji były osoby pokojowe, ale odnotowywano też antyislamskie okrzyki, przestępstwa na tle rasowym i religijnym oraz przemoc wobec funkcjonariuszy.

To właśnie ten kontekst sprawia, że władze nie traktują dzisiejszego marszu jak zwykłej demonstracji politycznej. Poprzednia duża mobilizacja Unite the Kingdom, we wrześniu ubiegłego roku, przyciągnęła według mediów i policji ponad 100 tys. osób, a jej przebieg wiązał się ze starciami i zatrzymaniami.

Przed czym ostrzega Keir Starmer?

Premier Keir Starmer uderzył w bardzo mocny ton. Według komunikatu Downing Street rząd zablokował wjazd do Wielkiej Brytanii 11 zagranicznym skrajnie prawicowym agitatorom, którzy — jak podano — mieli przyjechać, by szerzyć ekstremistyczne poglądy. Wśród wymienianych osób znalazła się m.in. amerykańska influencerka Valentina Gomez; „The Guardian” podał także nazwiska Evy Vlaardingerbroek oraz polskiego polityka Dominika Tarczyńskiego.

Czytaj również:  Pożar w domu premiera Keira Starmera: Policja prowadzi śledztwo w sprawie podejrzanych podpaleń

Starmer ostrzegł, że osoby nawołujące do nienawiści, przemocy, zastraszania społeczności lub chaosu na ulicach spotkają się z „pełną siłą prawa”. Jednocześnie zaznaczył, że większość uczestników protestów może chcieć demonstrować pokojowo, a rząd nadal broni prawa do pokojowego protestu. Granicą ma być jednak nienawiść, ekstremizm i przemoc.

Najmocniejsze słowa premiera brzmią jak polityczny alarm: Starmer stwierdził, że Wielka Brytania znajduje się w „walce o duszę kraju”, a organizatorzy marszu — jego zdaniem — „szerzą nienawiść i podziały”.

Ogromna operacja policyjna w centrum Londynu

Metropolitan Police zapowiada działania na skalę, której w Londynie dawno nie widziano. Funkcjonariusze mają oddzielać od siebie demonstracje o przeciwnych poglądach, reagować na mowę nienawiści i ścigać osoby łamiące warunki protestu. Policja nałożyła warunki na obie demonstracje, w tym obowiązek trzymania się wyznaczonych tras i miejsc zgromadzeń. Marsz Unite the Kingdom ma zakończyć się najpóźniej o 18:00, a przemówienia i muzyka do 17:30.

Po raz pierwszy przy tego typu operacji protestacyjnej Met użyje również live facial recognition, czyli rozpoznawania twarzy w czasie rzeczywistym. Policja twierdzi, że technologia nie będzie stosowana bezpośrednio na trasach marszów ani w punktach zgromadzeń, lecz w Camden, w miejscu, przez które mogą przechodzić osoby zmierzające na wydarzenie Unite the Kingdom.

Londyn między prawem do protestu a lękiem społeczności

Dzisiejsze wydarzenia pokazują szerszy problem, z którym mierzy się Wielka Brytania: jak chronić wolność zgromadzeń, a jednocześnie zapobiegać zastraszaniu mniejszości, radykalizacji i przemocy ulicznej. Metropolitan Police wskazuje, że zarówno społeczności żydowskie, jak i muzułmańskie zgłaszają rosnące obawy o bezpieczeństwo w dniach dużych demonstracji. Policja zapowiada reakcję zarówno na antysemityzm, jak i na antymuzułmańską nienawiść, jeśli przekroczą granice prawa.

Czytaj również:  Gigantyczny pożar stacji transformatorowej w Londynie – czarny dym nad miastem

Dodatkowym wyzwaniem jest finał FA Cup na Wembley, który sprowadzi do Londynu dziesiątki tysięcy kibiców. Policja ostrzega, że w przeszłości grupy chuligańskie wspierały wydarzenia powiązane z Robinsonem, co zwiększa ryzyko napięć i zamieszek.

Dlaczego ten marsz ma znaczenie?

Marsz Tommy’ego Robinsona w Londynie nie jest tylko kolejnym protestem. To test dla brytyjskich instytucji, policji i samego społeczeństwa. Starmer próbuje przedstawić dzisiejszy dzień jako starcie dwóch wizji kraju: jednej opartej na różnorodności, prawie i wzajemnym szacunku, oraz drugiej — jego zdaniem — budowanej na strachu, gniewie i podziałach.

W praktyce najważniejsze okaże się to, czy Londyn przejdzie przez ten dzień bez przemocy. Prawo do protestu jest fundamentem demokracji, ale demokracja nie daje przyzwolenia na groźby, rasizm, antysemityzm, islamofobię ani nawoływanie do nienawiści. Dlatego dzisiejszy marsz Unite the Kingdom będzie obserwowany nie tylko przez brytyjskie media, ale także przez społeczności imigranckie, religijne i polityczne w całym kraju.

Dla Polaków mieszkających w Londynie najważniejszy przekaz jest prosty: centrum miasta może być dziś mocno utrudnione komunikacyjnie, a okolice tras protestów — szczególnie Kingsway, Trafalgar Square, Whitehall, Parliament Square, Exhibition Road, Piccadilly i Pall Mall — mogą być zatłoczone lub czasowo zamykane. Władze apelują, by unikać konfrontacji i śledzić komunikaty Metropolitan Police oraz Transport for London.

awatar autora
Agnieszka Chabuda

Napisane przez: Agnieszka Chabuda

Oceń

Komentarze do wpisu (0)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * są wymagane

Zaznacz przełącznik, aby włączyć przycisk przesyłania.


Czytaj również:  Strajk metra w Londynie 2026: terminy, powody protestu i utrudnienia dla pasażerów