W środę wieczorem, 23 września, doszło do pożaru naziemnej stacji łączności Starlink w centralnej Polsce. Obiekt zapewnia łączność w regionie, także dla Ukrainy. Wicepremier Krzysztof Gawkowski uważa, że ogień został podłożony celowo, aby wyłączyć stację. Na razie nie ustalono, kto odpowiada za zdarzenie.
Co wydarzyło się w stacji Starlink?
Według Gawkowskiego pożar objął zasilanie stacji oraz generator. Wicepremier ocenił, że celem było przerwanie połączenia internetowego i zakłócenie łączności instytucji korzystających z sieci, w tym ukraińskiego wojska. Nie podano jednak skali ewentualnych przerw w działaniu usług.
Gawkowski poinformował w czwartek rano, że systemy ponownie działają. Pożar nie oznacza więc, że sieć Starlink jest obecnie wyłączona w Polsce czy Ukrainie.
Kto stoi za pożarem?
Wicepremier wiąże zdarzenie z zagrożeniem wojną hybrydową, ale podkreślił, że nie ustalono odpowiedzialności Rosji za ten konkretny pożar. Ustalenie sprawcy wymaga dalszego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia.
Sprawa przyciąga uwagę także dlatego, że chodzi o infrastrukturę zapewniającą łączność poza granicami Polski. Na dziś potwierdzone są pożar i przywrócenie działania systemów; sabotaż jest oceną przedstawioną przez wicepremiera, a sprawca pozostaje nieznany.