Szerszeń żółtonogi, nazywany także azjatyckim, pojawił się w Polsce. Pierwsze potwierdzone gniazdo znaleziono w Wielkiej Wsi pod Krakowem. Ten inwazyjny gatunek poluje na pszczoły i może poważnie osłabiać pasieki. Naukowcy apelują o zgłaszanie obserwacji oraz przestrzegają przed samodzielnym usuwaniem gniazd.
Szerszeń żółtonogi po raz pierwszy w Polsce
Gniazdo szerszenia żółtonogiego (Vespa velutina) odnaleziono 14 października 2026 roku. W jego zlokalizowanie zaangażowali się pszczelarze, pasjonaci przyrody, naukowcy oraz pracownicy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
Obecność pojedynczych osobników odnotowano również przy pasiece Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Według informacji przekazanych PAP w tej lokalizacji nie znaleziono wówczas gniazda.
Odkrycie kolonii nie oznacza jeszcze, że gatunek zadomowił się w Polsce na stałe. Kluczowe będzie ustalenie, czy przetrwa zimę i czy w przyszłym roku pojawią się kolejne pokolenia.
Dlaczego szerszeń azjatycki zagraża pszczołom?
Szerszenie żółtonogie potrafią chwytać pszczoły w locie i polować bezpośrednio przed wejściami do uli. Upolowane owady służą jako pokarm dla rozwijających się larw.
Zagrożenie nie ogranicza się do utraty pojedynczych pszczół. Przy silnej presji drapieżników zbieraczki ograniczają wyloty, przez co do ula trafia mniej pożywienia. Rodzina pszczela słabnie i może mieć mniejsze szanse na przetrwanie zimy.
Gatunek poluje również na inne owady, w tym dzikie zapylacze.
Jak rozpoznać szerszenia żółtonogiego?
Charakterystyczne cechy tego owada to:
- niemal czarny tułów;
- ciemny odwłok z szeroką pomarańczowożółtą przepaską;
- żółte końcówki nóg;
- pomarańczowe elementy na głowie.
Szerszeń żółtonogi jest zwykle nieco mniejszy od rodzimego szerszenia europejskiego, który ma więcej żółci na odwłoku oraz rdzawobrązowe elementy na głowie i tułowiu.
Nie należy mylić go z olbrzymim szerszeniem Vespa mandarinia. To dwa różne gatunki, choć oba bywają określane jako „azjatyckie”.
Czy jest niebezpieczny dla ludzi?
Szerszeń żółtonogi może żądlić, a naruszenie gniazda może sprowokować kolonię do obrony. Szczególne zagrożenie stanowią liczne użądlenia oraz uczulenie na jad.
Dlatego nie należy podchodzić do gniazd, dotykać ich, potrząsać gałęziami ani próbować samodzielnego opryskiwania czy usuwania. Duża kolonia może liczyć ponad tysiąc osobników.
Co zrobić po zauważeniu podejrzanego owada?
Jeśli można to zrobić bezpiecznie, warto wykonać zdjęcie lub krótki film z dystansu oraz zapisać datę i dokładną lokalizację. Obserwację należy zgłosić właściwemu urzędowi gminy lub miasta i przekazać informację do odpowiedniej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
Naukowcy badają pochodzenie kolonii znalezionej pod Krakowem. Analizy genetyczne mają pomóc wyjaśnić, skąd przybyły owady. Na obecnym etapie nie można przesądzić, czy dotarły do Polski w wyniku rozszerzania zasięgu, czy zostały przypadkowo przewiezione z towarami.