Hakerzy zdobyli poufne informacje dotyczące około 680 klientów Revoluta, a następnie zażądali od firmy 3 mln dolarów okupu. Wśród przejętych materiałów mogą znajdować się kopie dokumentów tożsamości, adresy oraz historie transakcji. Revolut podkreśla jednak, że jego systemy nie zostały bezpośrednio złamane, a pieniądze użytkowników pozostają bezpieczne.

Jak doszło do wycieku danych Revolut?
Cyberprzestępcy nie musieli włamywać się bezpośrednio do systemów banku. Według dotychczasowych ustaleń wykorzystali przejęty adres e-mail należący do włoskiej instytucji państwowej.
Podszywając się pod przedstawicieli organów ścigania, wysyłali do Revoluta oficjalnie wyglądające wnioski o udostępnienie informacji dotyczących wybranych klientów. Wiadomości pochodziły z prawdziwej domeny rządowej i przechodziły jej techniczne uwierzytelnienie. Pracownicy Revoluta uznali więc, że mają do czynienia z legalnymi żądaniami związanymi z prowadzonym postępowaniem.
W ten sposób dane klientów miały być przekazywane osobom nieuprawnionym przez kilka miesięcy.
Jakie dane klientów mogły zostać ujawnione?
Wyciek danych Revolut może obejmować między innymi:
- imiona i nazwiska,
- daty urodzenia,
- adresy zamieszkania,
- numery telefonów i adresy e-mail,
- numery rachunków bankowych,
- kopie paszportów i praw jazdy,
- zdjęcia wykorzystywane do weryfikacji tożsamości,
- wyciągi z konta,
- historie przeprowadzonych transakcji.
Według medialnych doniesień atakujący interesowali się przede wszystkim osobami posiadającymi znaczne środki w kryptowalutach. Wśród poszkodowanych mają znajdować się klienci z wielu państw europejskich.
Hakerzy żądają 3 mln dolarów
Grupa przedstawiająca się jako „iamnotavillain” miała zażądać od Revoluta 3 mln dolarów, czyli około 2,2 mln funtów. Zapłata miała zostać dokonana w kryptowalucie Monero, która zapewnia dużą anonimowość transakcji.
Cyberprzestępcy zagrozili, że w przypadku braku zapłaty sprzedadzą wykradzione informacje innym grupom przestępczym. Twierdzą również, że posiadają 147 gigabajtów danych. Informacje dotyczące rzeczywistej wielkości przejętego zbioru nie zostały jednak niezależnie potwierdzone.
Revolut przekazał, że nie otrzymał bezpośredniej wiadomości ani żądania okupu od osób odpowiedzialnych za atak. Doniesienia o kwocie 3 mln dolarów pochodzą z komunikatu opublikowanego przez hakerów i informacji przekazanych mediom.
Czy pieniądze klientów Revoluta są bezpieczne?
Revolut zapewnia, że cyberprzestępcy nie uzyskali dostępu do wewnętrznych systemów firmy, a środki klientów nie zostały naruszone.
Firma poinformowała, że po wykryciu oszustwa zablokowała wykorzystywany adres e-mail i powiadomiła odpowiednią instytucję państwową, organy ścigania, regulatorów finansowych oraz instytucje zajmujące się ochroną danych.
Osoby, których dane mogły zostać ujawnione, miały otrzymać bezpośrednią wiadomość od Revoluta wraz z informacjami o dalszym postępowaniu.
Co powinni zrobić klienci Revoluta?
Osoby korzystające z Revoluta powinny zachować szczególną ostrożność, nawet jeżeli nie otrzymały informacji o objęciu wyciekiem.
Warto:
- dokładnie sprawdzać wiadomości rzekomo wysyłane przez Revolut,
- nie klikać podejrzanych linków przesyłanych SMS-em lub e-mailem,
- nie podawać nikomu kodów dostępu i danych logowania,
- regularnie kontrolować historię transakcji,
- natychmiast zgłaszać nieznane operacje,
- kontaktować się z pomocą Revoluta wyłącznie przez oficjalną aplikację.
Przejęte dokumenty i dane kontaktowe mogą zostać wykorzystane do podszywania się pod klientów, prób wyłudzenia pieniędzy albo przygotowania bardzo wiarygodnych wiadomości phishingowych.
Revolut nigdy nie powinien prosić telefonicznie o podanie kodu bezpieczeństwa ani nakłaniać klienta do przesłania pieniędzy na tak zwane bezpieczne konto.
Trwa dochodzenie w sprawie ataku
Sprawą zajmują się włoskie i brytyjskie instytucje. Śledczy próbują ustalić, w jaki sposób przestępcy przejęli dostęp do rządowej skrzynki oraz czy podobne wiadomości mogły zostać skierowane również do innych banków.
Wyciek danych Revolut pokazuje, że nawet dobrze zabezpieczone systemy mogą zostać zaatakowane bez użycia zaawansowanego oprogramowania. W tym przypadku cyberprzestępcy wykorzystali zaufanie do oficjalnego adresu instytucji państwowej i procedur związanych z przekazywaniem danych organom ścigania.
Firma utrzymuje, że pieniądze klientów są bezpieczne. Największym zagrożeniem pozostaje obecnie możliwość wykorzystania ujawnionych dokumentów i informacji osobowych do kolejnych oszustw.
